Blog > Komentarze do wpisu

Mexico DF, Puebla, Oaxaca

Witajcie po przerwie za ktora przepraszamy i juz sie poprawiamy :) W telegraficznym skocie ostatnie 4 dni.. 18 stycznia - Mexico City (DF). Samodzielne szwedanie sie po miescie wyszlo nam calkiem znosnie. Obejrzalysmy tego kolosa z najwyzszego budynku w miescie - Torre Latinoamericana. Nastepnie udalysmy sie na el spacero po zaulkach starego miasta, nos poprowadzil nas do tego stopnia az znalazlysmy sie w miejscu gdzie krecona byla trzymajaca nas przez ostatnie miesiace w napieciu Marichuy (wtajemniczeni wiedza o co chodzi :) - alez przezycie! a to dopiero poczatek emocji.

Wieczorem Pablo i Lorena zabrali nas na cotygodniowa gre planszowa z przyjaciolmi do niejakiego Mauricio. Akurat byla to dobra okazja zeby pokazac im co to wsciekly pies. Nasza obecnoscia calkowicie polozylysmy tempo gry, gdyz okazalo sie ze ow Mauricio jest kompozytorem i autorem naszych hitow ostatnich miesiecy (czyt. sciezka dzwiekowa Marichuy! ;). Bylysmy w szoku, a Mauricio chyba w jeszcze wiekszym jak takie dwie polki zaczely wyspiewywac jego piosenki ;) Na dodatek okazalo sie ze miejsce w ktorym sie spotkalismy to nie dom ale studio nagran w ktorym Marichuy te piosenki nagrywala - pozwolili nam dotknac mikrofonu (!) ;-), a od autora - naszego idola - dostalysmy plyte z naszymi hiciorami z dedykacja! usciskom i zachwytom nie bylo konca. W zaistnialej sytuacji jedynie Pablo ostal sie jako zaangazowany gracz.. No nic to  - mimo wszelkich checi nie potrafilysmy sie w tym wznioslym momencie skupic na grze strategicznej z zolnierzykami.. ;)

19 stycznia - Mexico City c.d.

Szwedania po miescie ciag dalszy. Dzis dzielnice bardziej excluvise. W Zona Roma przysiadlysmy na chwile w knajpce, w ktorej obslugiwala nas szalenie mila pani lat ok 60. Jak dowiedziala sie, ze jestesmy z Polski to natychmiast przystapila do chwalenia sie nami przed innymi klientami. Puscila dla nas piosenke i kazala zgadywac co to - a bylo to Depeche Mode. Jak sie okazalo Pani jest wielka fanka zespolu i jak Depeche byli w Mexico w pazdzierniku to ta juz od 9 rano czatowala na miejsce pod scena, gdzie koncert zaczynal sie dopiero o 21! Pozytywnie zakrecona kobita - obiecalysmy ja jeszcze odwiedzic, ma nas zabrac do Parque de Leon i opowiedziec o historii tego ponoc niezwyklego miejsca. Jak zycie daje to brac :)

Takie zakurzone te ulice, ze Nika postanowila skorzystac z uslug pucybuta - efekt: buty nie byly tak czyste nawet zaraz po zakupie.. co fachowiec to fachowiec :)

A wieczorem Pablo i Mauricio zabrali nas na koncert swojej kolezanki - jak sie okazalo byl to koncert muzyki chrzescijanskiej, gdyz Susi spiewajaca, jest nowo nawrocona "christiana". Jak zwykle super.

20 stycznia - z DF do Puebli

Wszystko co dobre szybko sie konczy i nadszedl czas rozstania z nasza cudowna ekipa z DF i ruszylysmy do Puebli zostawic bambetle przed wakacjami nad Pacyfikiem (sorry.. ;).

Puebla cudna, balastu sie pozbylysmy (wieelka walizka + jeden z trzech plecorow..). niestety pozbylysmy sie tez ze wzgledow bezpieczenstwa komputerow w zwiazku z czym do konca stycznia kontakt internetowy bedziemy mialy tylko przez kafejki.

Ale zeby miec lepszy kontakt ze soba, nabylysmy karty prepaid do telefonow w zwiazku  z czym mamy juz swoje meksykanskie numery. Tu kolejny szok: w Polsce taka sprawe zalatwia sie w 3 minuty - kupujesz w kiosku karte i gotowe. A tu koles ktory nas obsluguje rozmawia sobie przez gg, a w miedzyczasie jak z niego wyciagamy informacje to wychodza takie kwiatki jak np: jak dzwonisz z Puebli do Mexico City czy innego miasta to juz jest roaming. Ale sprawe zalatwilysmy i mamy juz jakby co miedzy soba kontakt tu na miejscu.

Nocnym autobusem ruszylysmy do Oaxaca - skad teraz do Was nadajemy. O 6 rano wysadzili nas na niby-dworcu. Bylysmy bez zadnych adresow hosteli, gdyz przewodnik Lonely Planet ktos sobie pozyczyl od Eli z plecaka, co sie na lotnisku w DF okazalo (ale wiecej strat nie bylo). W takiej jednak sytuacji okazuje sie byc to strata dotkliwa. Wychodzimy na zewnatrz zastanowic sie co robic - a tu stoi czworka hipisow z Francji i z Hiszpanii. Oni mieli ten przewodnik a w nim mape, ale czytac to jej nie potrafili. My corki swoich rodzicow od razu przejelysmy inicjatywe, tzn mapke i popropwadzilysmy wycieczke do hostelu - wilk syty i owca cala :)

21 stycznia - Oaxaca

Po przybyciu do hostelu okazalo sie ze pokoj bedize wolny od 12stej wiec juz nawet sie nie myjac ruszylysmy w strone ruin Monte Alban. Sa to ruiny pierwszej zurbanizowanej osady w Ameryce, ktora zalozyli w 500 lat pne Zapotekowie.

To by bylo na tyle na dzis. Ruszamy w Oaxaca by night. A rano wsiadamy w busa do Pochutla czyli nad ocean.

Wybaczcie, ze wciaz nie zalaczylysmy zdjec, ale wlasnie sie okazalo ze musimy je pozmniejszac co by weszly :)

Sciskamy z goracej Oaxaca!!!!

piątek, 22 stycznia 2010, ela_nika

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Seba, 193.111.166.*
2010/01/22 08:53:04
U was to sie dzieje... a u nas tylko snieg i mroz, albo... mroz i snieg ;-)
-
Gość: Agata, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/01/22 10:16:46
no właśnie!!!!!!! ja wczoraj wróciłam z okazało się UPALNEJ Bratysławy, bo tam było 0 stopni:) a tu - 11...
życie:)
-
Gość: muszka, 109.243.73.*
2010/01/22 11:11:28
A jednak kradna uwazajcie! no jak bez przewodnika i internetu? Kupcie sobie.czytam was co dzien.co znaczy DF.Bądzcie ostrozne caluski
-
Gość: magdakw, *.adsl.inetia.pl
2010/01/22 13:21:43
no dzieje sie dzieje dziewczynki :)...Jak sobie pomysle o tym waszym oceanie i plazach i sloncu to... :/ ach zycie... Chociaz dzis u nas za oknem tez swieci piekne sloneczko i ....-11... Caluje
PS Elunia Pati jak tylko uslyszy muzyke to tanczy :)). Mozesz byc dumna
-
Gość: ela, 187.132.151.*
2010/01/22 16:56:53
Ukradli nam jeden przewodnik Lonely Planet - taki gdzie jest duo adresow ale wczoraj zrobilam xero tych najwazniejszych stron od dziewczyny ktora prowadzi hostel w ktorym ostatnio spalysmy. nie bralysmy ze soba kompow na wakcaje zeby sie o nie nie martwic, a internet na szczescie jest tu dostepny, teraz na przyklad czekamy na autobus i na targu posrod kurczakow i innych jest kafejka internetowa :-)

Pati, jestem z ciebie dumna ;-)
-
Gość: jaga, *.nplay.net.pl
2010/01/23 15:11:09
Jak miło spotkać idola:) sam kompozytor fiu fiu, a ta kelnerka lat 60 też musi być niezła:)Fajnie że poznajecie tylu ludzi, ciepłe klimaty chyba bardziej sprzyjają nawiązywaniu kontaktów bo u nas wszyscy głowy mają obwiązane szalikami i patrzą w dół coby nie wyrżnąć na lodzie, więc innych ludzi się nie zauważa:) no nic to szalejcie dalej buziaki:)
-
Gość: kostia, 188.33.85.*
2010/01/23 17:17:02
cześć!!!
ja uprzejmie donoszę, że u nas też jest super; na górce szczęśliwickiej grzecznie sobie miłośnicy zimy jeżdżą, a ja ich obserwuję siedząc przy stole z chustką w ręku, bo ocieram łzy tęsknoty (no dobra - mam zapalenie zatok) :(