Blog > Komentarze do wpisu

Nika is back in Mexico :-)

Witam wszystkich po przerwie, kiedy to w Polsce wspaniały czas spędzałam z rodzinką i przyjaciółmi – aż żal było wyjeżdżać! Ale plan był tak więc pozostaje wykrzyczeć: hej przygodo na kolejne pół roku w Mexico!!! :) W sobotę 28.09 bladym świtem bo o 6 rano wylądowałam z powrotem w DF, czyli w Mexico City – dla przypomnienia. Bez przygód się nie obeszło, gdyż posądzona zostałam o próbę przemytu kiełbasy…

Rodzinka zaopatrzyła mnie w krakowską suchą de lux i drugi ponad kilogramowy kawał super szyneczki.. Jako, że cierpimy tu na brak normalnych wędlin uparłam się i wepchnęłam to mięsiwo do plecaka. Przed lądowaniem stewardesa rozdawała druczki migracyjne, w których m.in. była pozycja odnośnie wwożonych towarów. Wahałam się chwilkę, jednak nie zaznaczyłam że wiozę wędlinkę – myśląc że nikt mnie nie sprawdzi i się upiecze.. Już po odbiorze plecaka maszeruję dziarsko do wyjścia a tu niespodzianka. ostatnia bramka przed opuszczeniem lotniska i skanery do prześwietlania zawartości wszystkich walizek! Masz ci los.. – myślę sobie – i patrzę jak to się odbywa: wjeżdżają po kolei wszystkie walizki i nikt nic nie zatrzymuje. Myślę więc: „pewno machają ręką bo na pewno inni też wwożą jedzenie”, ale dreszczyk niepokoju jednak pozostał. Wjeżdża mój plecak i pan obserwujący monitorek od razu zatrzymał taśmę i poprosił służbę celną o przeszukanie mojego plecaka! Pani zabrała się za otwieranie moich bambetli, na co widzę że idzie kolejny funkcjonariusz tym razem z… labradorem, który wybitnie ochoczo do mojego plecaka próbował się dostać – no nie dziwota... :) Nie miałam więc wyjścia i przyznałam się że wiozę dwie skromne wędlinki, ale że są próżniowo zapakowanie i że myślałam że przecież można... Pani wyjęła oba pakuneczki i nożykiem rozcięła opakowania co by dostać się do etykietki. Jak zobaczyła że z Polski to mówi: „oj, przykro mi ale z Polski nie można!” – „no jak to?” – mówię próbując jeszcze jakoś ratować sytuację. Ale niestety tu negocjacji nie było – pani oświadczyła że niestety wędlinka musi iść na zniszczenie i przyniosła mi na to odpowiednie kwity. Błagałam ją jeszcze żeby tego nie robiła i żeby chociaż sobie wzięła i rodzince dała, co by mogli w Meksyku spróbować jak pyszne mamy szyneczki i kiełbaski w Polsce! Powtarzała, że niestety nie może, ale kilku tutejszych kolegów twierdziło, że pewno i tak sobie zabrała – mam taką nadzieję! Bo co innego mi pozostało..  Zapytałam jeszcze nieśmiało czy coś grozi mi za tą niesubordynację, że w formularzu migracyjnym zaznaczyłam że ‘pożywienia brak’. Pani stwierdziła że zatrzymać to mnie nie zatrzymają, ale niezgodność w zeznaniach i papierach już pozostanie – bo z jednej strony mój podpisany formularz z oświadczeniem że nic takiego nie wwożę, a z drugiej strony kwity migracyjne potwierdzające zniszczenie moich wędlin.. Pani poradziła uważać przy następnym wjeździe do kraju bo najprawdopodobniej przetrzepią mnie dość dokładnie.. cóż – przynajmniej spróbowałam :-)

Dodam tylko że dopytałam przy okazji co można wwieźć z Polski i okazało się że: chleb – można, pasztet w puszce i inne jedzonka w puszce – można. Tak k woli informacji ;)

Z plecakiem lżejszym o 3kg PYSZNEJ ojczystej wędlinki udałam się taksówką do naszego nowego mieszkanka w DF, gdzie mieszkają już od 2 miesięcy Sergio i Samira.

Mieszkanko bardzo fajne: dwie sypialnie, dwie łazienki, salon z kuchnią. W sypialniach szczęśliwie mamy wykładziny na podłogach – to po przylocie owinęłam się w polarowy pledzik przywieziony z Polski i na podłodze zdrzemnąć się mogłam ;) Nie to, że taki miałam kaprys – tylko felerem mieszkania jest to, że jest całkowicie PUSTE (tutejszy standard wynajmowanych mieszkań – stan niemal surowy)! W pokoju jest tylko szafa ale łóżka/krzesła/stolika/a nawet parapetu to już nie :(  W salonie też nie mamy nic – no ale to na parę miesięcy więc cosik się dokupi i da radę przeżyć. Szczególnie że Sergio nabył już lodówkę, pralkę i mikrofalę.

Zanim się jednak zdrzemnęłam, pojechałam z Sergio do supermarketu zakupić wszystko to, co potrzebne do pustego mieszkania: pościel, poduszkę, papier toaletowy, ręczniki, żel pod prysznic, szampon, mydło do rąk, szmaty, ściereczki, talerz, cedzak, suszarkę, itd. :)

Od mojego przylotu minęły już 4 dni, w czasie których na nowo przyzwyczajam się do życia w Meksyku. Przede wszystkim zakupiłam mapę miasta o rozmiarach 1m x 1m.. dwustronną. Taka mapa rozłożona na pół pokoju daje pojęcie jak wielka jest to metropolia! Zaczęłam więc od zorientowania się gdzie się znajduję (tzn. gdzie mieszkam) i gdzie w pobliżu są sklepy, metro, ryneczek, jak się dostać w inne rejony miasta, itd.

Zaczęłam też już maraton spotkań ze ‘starymi’ znajomymi z DF: jeszcze w sobotę chwilka na imprezie gdzie zaprosił mnie znajomy Chilijczyk – Gian Stefano – w wieżowcu w centrum DF na tarasie – widok piękny, wymarzony na powitalny wieczór w mieście; w niedzielę kawusia z Loreną, we wtorek winko z Lautaro, we środę piwko w Condesie z Armando.

W niedzielę udałam się też do mojej ulubionej bazyliki w Guadalupe, gdzie trafiłam akurat na mszę dwujęzyczną: hiszpańsko-nahuatl (stary indiański język) – uwielbiam ten folklor!

Dziś mamy już czwartek i udałam się wraz z Sergio i Samirą na… casting. Tak tak, moi drodzy – świat się kończy! :)  Otóż Sergio zgodnie z obietnicą zaczął rozglądać się za pracą dla mnie – on na maila dostaje różne oferty ze swojej branży, czyli głównie produkcja reklam i programów.  Wynalazł jedną ofertę, gdzie szukają polki w wieku … 47 lat :) Napisał, że ma dwie polki, ale jedna lat 21 a druga lat 32 – kazali przyjechać ze wskazaniem że bardziej interesuje ich ta 32-letnia.. Gdy stawiliśmy się na miejscu, od razu postawili mnie przed kamerą, zaczęli robić zdjęcia, po czym dali tekst do ręki i dialog miałam prowadzić wg scenariusza. O matko! - myślę sobie – o co tu chodzi? i w co ja się pakuję!? Okazało się ,że szukają ludzi do nagrywanego na DVD programu do nauki angielskiego. Będą to normalne scenki, które trzeba będzie zagrać!  Na to ja tłumaczę, że aktorką przecież nie jestem!  - a oni spokojnie stwierdzili, że tym mam się nie przejmować bo jest nauczyciel, który wybranych do programu ludków aktorstwa będzie uczył. Wspaniale.. tego jeszcze tylko brakowało, żebym się w lekcje aktorstwa na stare lata władowała... ;) Średnio mi się to podoba bo w programie telewizyjnym to ja i chętnie bym popracowała, ale z tyłu kamery, a nie od frontu!! Dlatego nie powiem żebym na tym castingu czuła się jak ryba w wodzie… Do tego chcieli, żebym mówiła po angielsku jak polka – powiedziałam że nie wiem jak mówię, ale po roku mieszkania w Stanach, raczej nie jak początkująca kursy językowe polka.. Pod tym względem dużo większe szanse ma Samira – i chwała Bogu :) Mam bowiem nadzieję że mnie jednak nie wybiorą i jakaś inna fajna robota mi się trafi: np. sekretarka do programu telewizyjnego – druga oferta którą dostał Sergio.

Zdjęć póki co nie mam, ale obiecuję nadrobić to niebawem! Ściskam wszystkich i udanego zbliżającego się weekendu! :-)

piątek, 03 września 2010, ela_nika

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: ela, 187.171.7.*
2010/09/03 09:18:47
Eh ta kiełbasa, no nie mogę przeboleć:-(
-
Gość: kostia, 94.254.134.*
2010/09/03 14:58:28
fakt - polska kiełbasa za granicą staje się bezcenna:)
-
Gość: kostia, 94.254.223.*
2010/09/04 01:24:26
my tu dzisiaj z Simbą też mamy taki mały Meksyk; 6 września lecimy na wakacje; od 3 do 19 września warszawskie lotnisko jest remontowane w weekendy; my lecimy w poniedziałek, czyli niby w dzień powszedni, ale okazało się, że poniedziałek nie jest raczej dniem powszednim, bo jednak mamy startować z Łodzi:) wróciły czasy Misia, bo iloscób odprowadzających ograniczona itp, czyli pewnie najbliższy taras widokowy w Krakowie; No a my musimy dodatkowo ciagnąć się do Łodzi tam nocować; bo super wszystko zorganizowano, ale w soboty i niedziele.... szkoda gadac
-
Gość: ela, 187.171.7.*
2010/09/04 02:12:11
no to faktycznie niezły Meksyk;-) a dokąd się wybieracie kochanieńkie?
-
Gość: kostia, 109.243.11.*
2010/09/04 22:31:12
Na początek wybieramy się do Łodzi:) potem do Barcelony, a następnie do Palma de Mallorca; ale na przyszły rok mamy lepsze plany, tylko czekamy na WAS!!!
-
Gość: ela, 187.171.7.*
2010/09/05 02:27:48
Super plan:-) Bawcie się dobrze a za rok, tak jest musimy coś wykminić razem;-)
-
Gość: muszka, 109.243.155.*
2010/09/06 19:34:41
No niezle Monika nigdy nie wiadomo jaki zawód sie przyda w zyciu warto sie poduczyc aktorstwa. Aktorki "uczonej " niekoniecznie z dyplomem to jeszcze w rodzienie nie było.Ale mysle ze kulizanka Ania K zawsze cie moze wspomóc koerepetycjami na odległosc HaHa ha ,szkoda kiełbasy
-
Gość: Agata, *.agus.com.pl
2010/09/16 13:24:31
no z tą kiełbą to zonk konkretny:( - trzeba było do buta narciarskiego schowac:) może by przeszło...
-
Gość: Nika, 189.216.22.*
2010/09/16 21:40:18
Dowciapna się znalazła no :))) but narciarski to kolejne 3kg a poza tym on służy w moim przypadku do przewozu wódki żołądkowej de lux ;)))