Blog > Komentarze do wpisu

Dziewczynkowa wyprawa przez Meksyk_część 4_ostatnia

Zasada nr 12: Jesteś w sytuacji – wydawałoby się bez wyjścia – łap się każdej, nawet najbardziej absurdalnej deski ratunku. Wciąż nie jesteśmy w stanie uwierzyć, jak szczerbaty pan przekonał funkcjonariusza biura migracyjnego, ale fakt jest taki, że po 15 minutach Niki biegania po biurach granicznych i szukania innej, niż w banku, możliwości zapłacenia podatku, szczerbaty przywołał Nikę i Elę z powrotem do naszego „ulubionego” funkcjonariusza – i radośnie wykrzyknął: „wszystko załatwione!”.

I rzeczywiście. Pan funkcjonariusz po raz kolejny zmienił stanowisko  i stwierdził, że on wbije Eli do paszportu pieczątkę wyjazdową, a podatek niech zapłaci u niego (więc nagle okazało się, że można!). Tylko dodał, że biuro migracyjne do takich sytuacji ma swoje konto w banku i on z tymi pieniędzmi w poniedziałek będzie musiał pojechać, żeby je wpłacić, więc należy mu się coś ekstra na taksówkę. Raczej oczywiste jest, że żadne takie konto nie istnieje, a całą kwotę podatku wraz z dodatkiem taksówkowym pan weźmie sobie do kieszeni. Innego wyjścia jednak nie było i najważniejsze, że Ela dostała pieczątkę potwierdzającą opuszczenie Meksyku i może wyjechać do Belize i po 72 godzinach wrócić znowu do Meksyku.

Wtedy Asia, Nika, Malwina i Dominika ruszyły w stronę Tulum – naszego raju na ziemi. Wreszcie po przejechaniu ponad 3000 km, przyszedł czas na zasłużoną labę i zadomowiłyśmy się na tydzień w hotelu  na przepięknej plaży w Tulum. Turkusowa woda, drobniutki biały piaseczek,  palmy, kraby, pelikany, hamaki i tygodniowe nic-nie-ro-bie-nie.

(Plaża w Tulum,  stan Quintana Roo)

(Plaża w Tulum, stan Quintana Roo)

Oj, tego nam było trzeba! Miałyśmy szczęście: trafiłyśmy na czas wykluwania się żółwi, których wraz z tubylcami i nielicznymi innymi turystami szukałyśmy nocą na plaży po śladach – i wrzucałyśmy do morza. Żółwiki bowiem myliły światła nadmorskich hotelików ze światłem księżyca i zamiast do wody maszerowały w przeciwnym kierunku. Tym sposobem uratowałyśmy żółwików sztuk trzy.

Innej z kolei nocy, kąpiąc się w Morzu Karaibskim zobaczyłyśmy małe niebieskie światełka w wodzie, które pływały dookoła nas. Myślałyśmy, że to świecące kraby, gdyż niebieskie punkciki najpierw zauważyłyśmy jak się przemieszczają po plaży. Okazało się jednak, że tak świecą przez kilka dni w roku tutejsze krewetki, a kraby które owe krewetki zjadały, też świeciły ich światełkiem.

Po tygodniowym błogim lenistwie na plażach Tulum, wybrałyśmy się na położone nieopodal ruiny prekolumbijskiego miasta Majów. Otoczone murem, położone na 12-metrowym klifie Morza Karaibskiego stanowi jedną z atrakcji turystycznych Wybrzeża Majów. Dodatkową atrakcją ruin są wszechobecne iguany.

(Ruiny Majów w Tulum, stan Quintana Roo)

Z Tulum już spakowane i z łezką w oku żegnające nasz raj na ziemi, wybrałyśmy się 40 km na północ na plażę w Akumal, gdzie panują wspaniałe warunki do snorkeling’u. Asia - nasz ekspert w temacie nurkowania, wprowadzała pozostałe uczestniczki wyprawy w tajniki podwodnego świata. Wspaniałe przeżycie móc po raz pierwszy podejrzeć rafę koralową i pływające dookoła wszelkiego rodzaju kolorowe rybki małe i duże (jedna nawet przypominała rekina! Na szczęście tylko przypominała) oraz przepiękne majestatycznie przepływające pod nami żółwie.

(Snorkeling w Akumal, stan Quintana Roo)

Tego samego dnia po południu ruszyłyśmy dalej na północ w stronę Isla Mujeres – wyspa o długości 8 km i szerokości 1 km, położona jest niedaleko wybrzeża, gdzie króluje nowoczesny kurort Cancun. Na Isla Mujeres zameldowałyśmy się w bardzo klimatycznym hostelu Poc-Na, położonym niemal na plaży. Zauroczone snorkelingiem dnia poprzedniego, nie mogłyśmy odmówić sobie kolejnych wrażeń podwodnych na Isla Mujeres, która również słynie z barwnej rafy koralowej.

(Snorkeling na Isla Mujeres, stan Quintana Roo)


(Widok z Isla Mujeres na Cancun, stan Quintana Roo)

(Iguana przy plaży na Isla Mujeres, stan Quintana Roo)

Po południu zapakowałyśmy Gucia i z powrotem udałyśmy się na prom, który przetransportował nas do Cancún. Stamtąd ruszyłyśmy w drogę powrotną do Puebli i dalej do Mexico City.

Podróż trwała długo bo 32 godziny – ale warto było zrezygnować z noclegu, który uprzednio miałyśmy zaplanowany w Ciudad del Carmen, po to, by spędzić dodatkowy dzień na cudownych plażach Morza Karaibskiego.
Po drodze tradycyjnie już czekało na nas kilka niespodzianek, na przykład: autostrada z Minatitlan na Veracruz – nieprzejezdna, gdyż woda przerwała drogę. Skierowano wobec tego ruch na alternatywną drogę podrzędną. Po chwili stanęłyśmy w korku – ta droga też okazała się przerwana przez rwącą rzekę, ale pocztą pantoflową doszły nas słuchy, że właśnie naprawiają i za 2 godziny powinnyśmy ruszyć dalej. Postój trwał, jak się okazało, na szczęście jedynie pół godziny.

(Po drodze z Villahermosa do Veracruz)

Po całonocnej jeździe, zatrzymałyśmy się w Catemaco – urocze miasteczko nad jeziorem. Zjadłyśmy w lokalnym barze coś na kształt schabowego z frytkami. Tam też zauważyłyśmy, że Gucio ma wgniecenie w nadkolu. Drogą dedukcji wykombinowałyśmy, że w nocy jak zatrzymałyśmy się przy drodze na kolację, ktoś się opierał nogą o Gucia – i wtedy musiał z premedytacją nam go uszkodzić. To się ponoć zdarza, gdy ktoś – tak jak my - jeździ na tablicach rejestracyjnych z Mexico City, gdyż ludzie ze stolicy nie są lubiani na prowincji.

Na wieczór dnia następnego od wyjazdu z Cancún, dojechałyśmy do Veracruz – miasto, którego starówka w ten niedzielny gorący wieczór tętniła życiem: klimat portowego miasta, koncerty, ludzie tańczący salsę na ulicach – wspaniała odskocznia po dwudziestu paru godzinach jazdy samochodem.

(Veracruz, stan Veracruz)

Z Veracruz ok. 22:00 ruszyliśmy do Puebli, gdzie dotarłyśmy ok. 2:00 nad ranem.
Nasz kolega z Puebli oddał nam na 2 noce w użytkowanie swój dom. Solidarnie podjęłyśmy decyzję, że kąpać będziemy się rano. Pierwsza wstała Nika i jako jedyna zdążyła się wykąpać – no prawie.. Woda się skończyła w trakcie prysznica. Okazało się, że na tym osiedlu system kanalizacji jest taki, że jak kończy się woda to dopompowują ją dwa razy w tygodniu – i tego dnia dopompowanie akurat było niemożliwe. Byłyśmy po 32-godzinnej podróży i wykąpać się musimy! Co robić? W takim razie w Gucia i do Oxxo po 5-litrowe butle z wodą, po jednej na głowę do kąpieli – byle butle nie były z lodówki!

Przyszedł w końcu czas na zwiedzanie wspanialej starówki w Puebli, ciastko i kawę w uroczej kawiarence Cafe Milagros – ulubionego miejsca Eli i Niki do delektowania się niedzielną kawką podczas ich półrocznego pobytu w Puebli. Wcześniej pojechałyśmy z wizytą do fundacji, w której w pierwszej połowie tego roku na wolontariacie pracowały Ela i Nika.
Po, wyrabiane w domowych warunkach, tortille, które Asia, Malwina i Dominika miały zabrać do Polski, podjechałyśmy do domu rodzinnego trójki dzieci z fundacji: Chavy, Eli i Lalo. Ela i Nika przy okazji urodzin dzieci w tym domu już bywały, a pozostałe dziewczyny były bardzo zadowolone, że miały okazję zobaczyć, jak żyje rodzina w biednych dzielnicach Meksyku.
Pełne wrażeń oraz dopakowane dwiema dodatkowymi walizkami z rzeczami Eli i Niki przechowywanymi od lipca u kolegi w Puebli – ruszyłyśmy na ostatnią prostą do Mexico City.

(Wypakowywanie Gucia po przyjeździe do Mexico City)

Oddałyśmy Gucia do wypożyczalni, po czym wsiadłyśmy w turystyczny autobus (tzw. Turibus), który obwiózł nas po głównych ulicach centrum jednej z największych metropolii świata.

(Turibusem przez Mexico City)

Tego dnia pożegnałyśmy na lotnisku Asię, która wracała już do Polski. Na drugi dzień, który był ostatnim dla Malwiny i Dominiki w Meksyku – wybrałyśmy się do dzielnicy Coyoacan na południu stolicy. W tej dzielnicy mieszka znany polski podróżnik Wojciech Cejrowski, a w XX wieku było to miejsce zamieszkania m.in. malarki Fridy Kahlo i polityka Lwa Trockiego. Wieczorem pożegnałyśmy na lotnisku Malwinę i Dominikę, i tym sposobem dziewczynkowa podróż na Jukatan dobiegła końca.

Naszą 3-tygodniową wyprawę wszystkie zaliczyłyśmy do wyjątkowo udanych. Szczęśliwe i pełne wrażeń rozjechałyśmy się do domów. Przyjętych zasad podróżowania czasem przestrzegałyśmy bardziej, czasem mniej, ale przy zachowaniu zdrowego rozsądku, udało się nam bezpiecznie przejechać ponad 5000 km i dzięki temu poznać kawał różnorodnego i fascynującego kraju, jakim niewątpliwie jest Meksyk.

KONIEC CZ.4 - ostatniej:-)

p.s. Jak macie ochotę zobaczyć więcej zdjęć z wypadu, oto linki:

http://www.facebook.com/album.php?aid=271121&id=602305947&l=0519fb75ed

http://www.facebook.com/album.php?aid=275598&id=602305947&l=e3754031ac

piątek, 26 listopada 2010, ela_nika

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: malwina, *.direct-adsl.nl
2010/11/29 19:24:03
Aż ciężko uwierzyć jak nie dawno to było:) powrót naprawdę jest cieżki dzisiaj biało nawet w Holandii :P
-
Gość: malwina: , *.dynamic.chello.pl
2011/04/13 16:39:38
więcej fotek na : picasaweb.google.com/106884241999025353583/DziewczynkowyTripPrzezMeksyk?feat=email#