Blog > Komentarze do wpisu

Nika nadaje z rajskiego Tulum

Wydaje się jakby to wieki minęły od publikacji ostatnich wpisów. Tyle działo się w tzw. międzyczasie, że nie było kiedy pisać/opowiadać/relacje zdawać! W skrócie wielkim - spieszę nadrabiać.

Po naszej wspaniałej dziewczynkowej wyprawie przez Meksyk, Ela wróciła do Puerto Escondido, a ja zostałam w DF (Mexico City). Na początku listopada na prośbę mojego szefa warszawskiego ruszyłam na kilkanaście dni do Barcelony do pracy przy targach jachtowych. Szczęśliwym trafem do Barcelony wtedy akurat wybierała się Gośka – siostra Eli – także miałyśmy się okazję spotkać na hiszpańskiej ziemi :) Kilka dni przed powrotem do Meksyku odezwała się moja współlokatorka oświadczając, że do 15 listopada musimy wyprowadzić się z mieszkania w DF! Sergio pokłócił się z właścicielem i w konsekwencji zostałam na lodzie (Sergio z dziewczyną wyprowadził się do mamy). Do Meksyku wracałam 16 listopada o świcie, więc domu już nie miałam! Dzięki pomocy Meksykańskich przyjaciół zostałam spakowana, a rzeczy moje odstawione do przechowalni (dom rodziców Loreny), a i nocleg się dla mnie znalazł u Oskara – także największe problemy rozwiązane! :) Trzeba było nagłą bezdomność w szansę obrócić – nie myśląc więc długo 2 dni po powrocie z Hiszpanii, ruszyłam na Karaiby do naszego rajskiego Tulum. W Hiszpanii bowiem porozumiałam się z moim szefem z Warszawy, że będę dla niego wykonywać pewne prace zlecone – a jako, że mogę je wykonywać gdziekolwiek, to wybieram plażę, piasek i ciepełko zamiast 20mln stolicy! :)

Kupiłam więc bilet i w ciemno w 23godzinną drogę autobusem na Jukatan – cel: szukać pracy w jakimś uroczym hotelu przy plaży. Sprawy potoczyły się wyjątkowo szybko i pomyślnie i w kilka dni później zostałam recepcjonistką w hotelu OM Tulum – czyli w tam, gdzie zatrzymałyśmy się w czasie dziewczynkowej wyprawy na odpoczynek na najcudowniejszej plaży jaką poznałam w życiu. No i niech ktoś mi powie, że życie nie jest pełne cudownych niespodzianek?! :)

Praca w hotelu jest naprawdę przyjemna, a na dodatek z recepcji, która znajduje się w hotelowym barze plażowym, mam przepiękny widok na morze karaibskie, plaży, palmy  - żyć nie umierać!

 

Wiem, że w kraju śnieżyce i mróz, więc żeby nie było ze tu tak różowo, to drobny minus mojej obecnej sytuacji to nadmiar pracy: w hotelu od 7:00 rano do 16:00 (1 wolny dzień w tygodniu do wyboru – z pominięciem piątku, soboty i niedzieli – gdyż wtedy największy ruch w hotelu), po czym po powrocie do domu kolejnych kilka godzin pracy on-line. W konsekwencji: zbyt mało czasu na nacieszenie się bimbaniem na hamaku w tych rajskich warunkach!

Mieszkanko udało mi się znaleźć w bardzo sympatycznym hoteliku Mexico Lindo – gdzie wynajmuje się mieszkanka na miesiące (tam gdzie plakat z ogłoszeniem jest mój balkonik):

Budyneczek jest bardzo sympatyczny i w porównaniu do folkloru jaki go otacza wydaje się szczytem luksusu :) Ale uwielbiam ten meksykański folklor za oknem: np. papugę u sąsiadów z naprzeciwka, która gwiżdże jak meksykanin, który na ulicy widzi fajną babkę :) Jak dla mnie najważniejsze jest to, że mieszkam na pierwszym piętrze, a budynek jest regularnie dezynfekowany – dzięki temu nie muszę znajdować w zlewie gigantycznych pająków, jaszczurek i innych takich wątpliwych niespodzianek, które prześladowały mnie przez pierwsze dni mieszkania w Tulum, w mieszkanku które odstąpił mi Lalo (manager OM – czyli szef mój w zasadzie):

W czasie hotelowej pracy, czyli przy: obsłudze kasy restauracji, wystawianiu rachunków, zaklepywaniu rezerwacji, obsłudze gości hotelowych i restauracyjnych, zamawianiu towarów do baru i restauracji, rozdzielaniu napiwków pracownikom, kombinowaniu skąd by tu skombinować drobne w kasie do wydawania reszty klientom, obsłudze dostawców piwka, Coli czy półproduktów do restauracji, przygotowywaniu pokojówce co rano listy pokoi do wysprzątania, przyklejaniu uśmiechu numer 5 do KAŻDEGO kto się w OM pojawia, itp. Itd. – jako rozrywkę wymiatam czasami piach z baru co to mi go klienci z plaży nanoszą, zabawiam się w DJ’a – czyli w restauracji/ barze i na plaży można posłuchać np. Smolika, Ani Dąbrowskiej, Makowieckiego; popijam przepyszną frappe z kremem kokosowym albo zajadam wyśmienite chilaquiles w wykonaniu kucharki Berty.

Co by formę utrzymać – a może być z tym problem, biorąc pod uwagę, że dobrze mnie w hotelu karmią – zakupiłam sobie rower i codziennie z miasteczka, staram się dojeżdżać do hotelu na plażę (ok. 10km). A dlaczego staram się? A dlatego, że stan techniczny mojego nowego jednoślada „hecho en mexico” (made in mexico) pozostawia wiele do życzenia..  Zaliczyłam już powrót z ułamanym pedałem, niewyregulowanymi hamulcami, poluzowanym siodełkiem (wtedy czułam się jakbym jechała na rowerze dla 5-ciolatka…), spuszczonym powietrzem z koła, itd. – ale się nie poddaję! Jestem stałą klientką w pobliskim serwisie rowerowym: za każdym razem życzą mi żebym kolejny raz wpadła już tylko z wizytą towarzyską, a ja codziennie jak bumerang wracam z jakimś felerem mojego pojazdu. Ale też ma to swój urok :)

Szczególnie że naprawa usterek wychodzi mi gratis, gdyż jak jestem w pracy w hotelu, już kilka razy udało mi się wynająć mój rowerek za 10USD dziennie! Ostatnio jeden klient odstawił mi rower po godzince, po czym pojawił się kolejny chętny – więc rower w ciągu 1 dnia zarabiał na siebie dwukrotnie ;) Nie ma to jak robić interesy w raju turystycznym przygotowanym pod gringosów gdzie wszystko wycenia się w USD ;)

Tulum rajem jest zdecydowanie – ale jak na raj przystało aglomeracją nie jest, a wioską z trzema ulicami na krzyż. Tak więc jak kiedyś zachciało nam się wyskoczyć do kina to musieliśmy udać się z Lalo i argentyńską koleżanką Aną – aż do Playa del Carmen (raptem 60km od Tulum…). Korzystając już, tego żeśmy się w Playa znaleźli – skoczyliśmy też na festiwal jazzowy.

Ostatnio w odwiedziny na kilka dni wpadła Ela i Ricardo – nasz kolega z Gwatemali, który był w delegacji w Cancun akurat. Ale te nasze dni spędzone razem w Tulum kwalifikują się do osobnego wpisu – Ela podejmiesz wyzwanie? :-)

To tak w wieeeelkim skrócie wydarzenia ostatniego miesiąca.

Przesyłam mnóstwo karaibskiego ciepełka do wszystkich wymarzniętych śnieżną zimą!

sobota, 18 grudnia 2010, ela_nika

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: ela, 187.132.117.*
2010/12/19 17:38:49
no podejmę to wyzwanie actimela;-))) trzymajcie kciuki żebym się za bardzo nie ociągała ;-)
-
Gość: magda chalot, *.dynamic.chello.pl
2010/12/19 21:37:40
jedyne co mi sie cisnie na usta po obejrzeniu tych zdjęć to "O! K... jaki raj, jak ja Ci zazdroszczę tego ciepłego morza i piasku". My Dzisiaj mielismy wyprawe po choinkę, na dworze temperatura odczuwalna -15 C, zmarzłam jak nie wiem co, a w tyłek najbardziej wrrr. Pozdrowienia z zasniezonej stolicy. P.S Ela czekamy na wpis i wieści od Ciebie ;-)
-
Gość: Agata, *.agus.com.pl
2010/12/27 11:43:54
Święta Święta i po Świętach:) a Wy jak spędzałyście??? bo tu ciiiszaaa:)
jeszcze raz Wszystkiego Dobrego
-
Gość: Nika, 187.141.84.*
2010/12/28 02:37:22
Ano cisza.. bo tu - u mnie przynajmniej - multum roboty, zero dni wolnych i ducha świątecznego nie uświadczysz w takich okolicznościach! Co by poczuć trochę te Święta to sobie kolędy śpiewałam jeżdżąc do pracy na rowerze wśród tych palm.. :)
-
Gość: Agata, *.agus.com.pl
2011/01/04 16:09:49
no ela!!!:) bierz się do roboty:), bo zaraz wracacie i będziesz musiała to wszystko opowiedzieć:) oszczedź sobie trochę czasu i ilości powtórzeń tej samej historii - chyba że lubisz:)
wszystkiego dobrego w Nowym Roku:)
-
Gość: malwina, *.direct-adsl.nl
2011/01/12 01:34:27
ahhh te widoczki :) dużo bym oddała żeby znowu się tam poobijać na hamaczku :D
-
Gość: Roman, 189.216.0.*
2011/01/21 07:29:53
Czy mogłabyś zamieścić gdzieś zdjęcia z pokoju w jakim mieszkasz lub pracujesz? Chciałbym dowiedzieć się jaki tam jest standard, bo plaże OK ale gdzieś trzeba mieszkać a standard chciałbym mieć zbliżony do tego co jest w Polsce. Chciałbym pojechać na Jukatan ale obawiam się rozczarowania.
-
Gość: Roman, 189.216.0.*
2011/01/21 07:31:23
Czy mogłabyś zamieścić gdzieś zdjęcia z pokoju w jakim mieszkasz lub pracujesz? Chciałbym dowiedzieć się jaki tam jest standard, bo plaże OK ale gdzieś trzeba mieszkać a standard chciałbym mieć zbliżony do tego co jest w Polsce. Chciałbym pojechać na Jukatan ale obawiam się rozczarowania.
-
Gość: Roman, 189.216.0.*
2011/01/21 07:32:48
Czy mogłabyś zamieścić gdzieś zdjęcia z pokoju w jakim mieszkasz lub pracujesz? Chciałbym dowiedzieć się jaki tam jest standard, bo plaże OK ale gdzieś trzeba mieszkać a standard chciałbym mieć zbliżony do tego co jest w Polsce. Chciałbym pojechać na Jukatan ale obawiam się rozczarowania.
-
Gość: Roman, 189.216.0.*
2011/01/21 07:33:08
Czy mogłabyś zamieścić gdzieś zdjęcia z pokoju w jakim mieszkasz lub pracujesz? Chciałbym dowiedzieć się jaki tam jest standard, bo plaże OK ale gdzieś trzeba mieszkać a standard chciałbym mieć zbliżony do tego co jest w Polsce. Chciałbym pojechać na Jukatan ale obawiam się rozczarowania.
-
Gość: Ewelina, *.internetdsl.tpnet.pl
2011/01/25 10:20:23
Zazdroszczę (ale tak pozytywnie :) ) A tak swoja droga oglądałam zdjęcia z waszej wyprawy po Meksyku ze znajomymi i chyba kiedyś pracowałam z dwoma z nich w Holandii. Jeżeli tak to świat jest mały.
Pozdrawaim
-
Gość: Agata, *.agus.com.pl
2011/02/10 12:42:28
no i rok minął..:) musicie teraz jakieś zakończenie na cztery ręce napisać:)
-
Gość: Przepisy Katy, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/11/14 00:07:40
Meksyk to fascynujące państwo. Dzięki za relację ze swoich przygód.