RSS
piątek, 30 kwietnia 2010
I tak oto jak błyskawica minął nam kolejny tydzień w Puebli – ten czas leci do przodu coraz szybciej! W poniedziałek, tak jak się zdeklarowałyśmy, udałyśmy się podobnie jak w sobotę na cały dzień do dzielnicy La Loma sąsiadującej z Centro Juconi z ankietami odnośnie warunków życia rodziny.
niedziela, 25 kwietnia 2010
Po opisach naszych ostatniego weekendu, przyszedł czas na obiecane relacje z wydarzeń tygodnia. W poniedziałek wyjątkowo poszłyśmy do pracy w Centro Juconi – a to z tego względu, że na czwartek przewidziana była ekipa z Komisji Europejskiej nagrywająca materiał i miałyśmy przećwiczyć z dziećmi wszystkie ‘ustawki’ na czas tego nagrania.
piątek, 23 kwietnia 2010
Spieszę nadrobić relację z mojego weekendowania bo tu przed nami kolejne wydarzenia bieżącej rzeczywistości do opisania. No ale teraz po krótce jak ja przeżyłam ten rozwód. Okazuje się, że rozwody mogą być cudowne ;-) i myślę, że tu Nika się na mnie nie obrazi za to wyznanie, sama przeszła ten rozwód zdecydowanie bezboleśnie :-)
poniedziałek, 19 kwietnia 2010
Tak, tak kochani, wyobraźcie sobie, że nadszedł w końcu ten moment i przeprowadziłyśmy z Elą ‘weekendowy rozwód’ ;-) Zaraz wyjaśnię jego przyczyny, ale na początku opiszę nasz piątkowy wypad z dziećmi do kina.
piątek, 16 kwietnia 2010
Tak, tak, wiemy - nieco opuściłyśmy się z pisaniem, ale zapewne dlatego, że po wpisach wakacyjno-gwatemalskich miałyśmy pewien przesyt (pisanie i montowanie filmów i edycja zdjęć od południa do 2 w nocy..), a do tego śledzenie wiadomości z kraju od soboty do dnia dzisiejszego. Ale cóż, czas nadrabiać zaległości...
czwartek, 08 kwietnia 2010
W niedzielę rano na 8 poszliśmy do kościoła. Msza uroczysta, ale zdecydowanie nie tak jak u nas Msza Wielkanocna. Chcieliśmy nawet przyrządzić małe śniadanko wielkanocne ale okazało się, że idziemy na Wulkan. Tutaj plany zmieniają się jak w kalejdoskopie.
Czwartek na lajciku, najpierw śniadanie w towarzystwie rodziców. Pyszota. Tutaj odkryciem kulinarnym są dla mnie smażone banany. No pyszne!!! Bardzo sympatyczne śniadanko, pogadaliśmy trochę o religii i innych tematach i rodzice niestety udali się na pogrzeb a my na przejażdżkę po mieście. Pochodziłyśmy po centrum, zajrzałyśmy również do kościoła wszak to Wielki Czwartek był.
Jeszcze zanim dotarliśmy do Reu, była przed nami granica gwatemalsko - meksykańska. Gorąco jak cholera, a Ci celnicy meksykańscy każą nam jeszcze płacić 262 pesos za to, że wyjeżdżamy z Meksyku. No i trzeba dygać do banku. W sumie jakieś 5 przecznic. Ricardo nawet zaproponował, żebyśmy podjechali autem, ale my nie, przecież gdzież taki kawałeczek. Potem żałowałyśmy jak po minucie marszu ciekło z nas strumieniami.
Trudno tak pisać po przerwie, człowiek wypadł z rytmu i pewnie połowę zapomniał ale nic to. Rozpoczynamy relację z ostatnich wydarzeń od soboty 27 marca, kiedy to po pofarbowaniu włosów i wciśnięciu się w kiecki udałyśmy się z Nelsonem i jego kolegą Josue na wesele.
środa, 07 kwietnia 2010
Kochani, tylko na chwileczkę. Meldujemy, że wróciłyśmy z Gwatemali rano we wtorek i prosto do pracy z tymi tobołami. Padnięte jesteśmy, więc idziemy w kimę ale jutro cały dzień będziemy szykowały dla Was relację. Więc zarezerwujcie sobie czas, bo pewnie trochę nam tego wyjdzie jak to zwykle bywa ;-)
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31