RSS
sobota, 27 marca 2010
Wczoraj dzień z kategorii zwariowanych. Pojechałyśmy do Centro Juconi razem – ja do pracy, Ela do kontroli lekarskiej. Oczywiście odesłano ją do domu, co by nie zarażała dzieci – ale grunt, że poprawa stanu zdrowia widoczna :)
czwartek, 25 marca 2010
Właśnie wróciłam (Nika) ze sklepu i nasunęła mi się taka myśl, którą chętnie Was "uraczę".
środa, 24 marca 2010
Postanowiłam się złamać i dodać kolejny wpis, mimo że średnia motywacja do kolejnych wpisów z powodu braku Waszych komentarzy (jedynie Matylda i Malwina stanęły na wysokości zadania ostatnio.. dziękujemy dziewczynki ;) ) Ostatnio skończyliśmy na niefortunnej akcji w wykonaniu amerykańskiej ‘misji’ medycznej.
piątek, 19 marca 2010
Jak już wspominałyśmy w poprzednim wpisie, w tym tygodniu trafiła nam się odmiana w pracy. Do Juconi przyjechała misja medyczna z USA żeby pomagać podopiecznym fundacji i ich rodzinom oraz wszystkim innym chętnym z okolicy. Fundacja poprosiła m.in. Elę i mnie, żebyśmy w tych dniach (od wtorku do piątku) uczestniczyły w tym przedsięwzięciu jako tłumaczki między pacjentami a lekarzami.
środa, 17 marca 2010
Nocowałyśmy u Dana, tego Amerykanina co to w Acapulco się poznaliśmy. On wyjechał na weekend i zostawił nam klucze do mieszkania. Cudny chłopak. Ale jak On to w ogóle zorganizował. To nie było takie chop siup. Musiał zostawić klucze u kolegi. Opisał nam w mailu przecudnie, co w domu szwankuje i po kolei którym kluczem co otwierać. Smsem wysłał oczywiście numer na bezpieczne taxi i zostawił ręczniki. Cudny. Do tego oczywiście zostawił nam kompa do dyspozycji.
Ostrzegam: będzie długo choć i tak będę się ograniczała ;-) Blog zmusił mnie do podziału wpisu na dwa, bo przekroczyłam dozwoloną ilość miejsca ;-) Zacznę od tego, że w piątek byłyśmy oczywiście w Casa Juconi. Temat – kierunki świata, jak je oznaczamy i rozpoznajemy, np. za pomocą gwiazdy polarnej. Poranna grupa w miarę pozytywnie nas zaskoczyła, gdyż momentami wykazywali zainteresowanie ;-) Natomiast popołudniowa, oj ciężko.
piątek, 12 marca 2010
W poniedziałek poszyłyśmy uczcić moje urodziny to pobliskiej knajpki, w której jeszcze nie byłyśmy a dawno już miałyśmy ją na oku ;-) Od dawna korciły nas jej zewnętrzne reklamy ze zdjęciami naleśników i gofrów. A jak niektórzy z Was wiedzą jestem strasznym łasuchem jeśli chodzi o gofry. Więc Nika wspaniałomyślnie mnie tam zaprosiła :-)
wtorek, 09 marca 2010
Piątkowy wieczór spędziłyśmy z Danielem (USA) i Georginą (Kanada), których poznałyśmy w Acapulco. Są na wymianie studenckiej i studiują prawo w D.F. Jako że do Puebli nie mają daleko to przyjechali w piątek i zostali do soboty popołudnia. Dzięki nim po raz pierwszy pospacerowaliśmy po starówce Puebli – do tego stopnia zaangażowałyśmy się w to spacerowanie, że aż się zgubiłyśmy, tzn. nie mogłyśmy znaleźć Rynku z Katedrą…
piątek, 05 marca 2010
Schemat ten sam, tzn. w poniedziałek zakupy, wtorek w Centro Juconi, środa to czas na przygotowanie prezentacji, czwartek w Centro Juconi i piątek - na razie jesteśmy w połowie piątku, więc już byłyśmy w Casa Juconi i idziemy jeszcze raz :-o
poniedziałek, 01 marca 2010
Wiem, wiem zaczepny to tytuł, ale tak akurat fasolkę przegryzam gotowaną przepysznościową i chciałam podzielić się swoją małą radością :-) A od razu nasunął mi się drugi tytuł „Jak to cudownie nie pracować w poniedziałki!”, ale nie będę się aż tak narażać wszystkim na etacie… ;-) Przejdźmy zatem do konkretów weekendowych.
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31